środa, 10 września 2014

Bylica estragon (Artemisja dracunculus).estragon kwiaty, estragon, bylica, bylica głupich

Estragon - dlaczego jest zwany bylicą głupich?

Zaczęło się niewinnie – jak zwykle w horrorach – od rachitycznych siewek, z których przetrwało dosłownie kilka. Przetrwało, podrosło – to przesadziłam do ziemi. Pierwszego roku – wyrosło kilka długich cienkich łodyżek – aż żal mi było zbierać do jedzenia! Za to drugiego roku wyrósł… dosłownie busz! Krzaczory wysokości dorosłego człowieka! Które co najgorsze podjęły zmasowana inwazję na otaczające terytoria. Ponieważ rozrastały się w zastraszającym tempie, to podjęłam decyzję o totalnej eksterminacji. Typowe narzędzia masowej zagłady: łopata, widły, nawet sekator nie dawały rady! Ale sobie narobiłam pracy! Chyba dlatego druga nazwa estragonu, to bylica głupich – bo tylko głupi ją sieją.

estragon tarragon bylica głupich

Chociaż teraz, gdy emocje opadły, a ból pleców dawno minął to z pewną przyjemnością wspominam to ziele: na wiosnę wyrastało jako jedno z pierwszych i używałam go wtedy jako dodatek do sałatek, twarożku. Jednak warto mu jeszcze raz dać mu szanse w innym miejscu… albo najlepiej w uprawie hydroponicznej, domowej, gdzie nie ma szans na nieograniczone podboje.

Już wiem, że w uprawie ogrodowej to ziółko potrafi dać popalić – rozrasta się ekspansywnie, tworząc na działce nieprzebyty gąszcz, wysoki na półtora metra. Splątanych korzeni potem nie sposób wykarczować! Zresztą musi to być silna roślina, gdyż w naturze daje sobie radę nawet na niegościnnych stepach azjatyckich i w górach Kaukaz. Chociaż estragon jest taki niewymagający w uprawie, to starożytni Grecy czy Rzymianie w ogóle go nie znali, a do naszych zielników i kuchni zawędrował dopiero w czasie wypraw krzyżowych. Najpierw zauważyli go Francuzi, a jak poznali, to się w nim zakochali. Miłość ta trwa do tej pory, gdyż estragon jest jedną z ulubionych przypraw kuchni francuskiej. I kto to mówi, że Francuzi są niestali w uczuciach?

estragon, bylica,

Ziele estragonu jest środkiem „wzmacniającym” żołądek i poprawiającym trawienie. Może to dzięki niemu Francuzi mogli bezkarnie eksperymentować w swoich kuchniach i tak powstała wyrafinowana francuska sztuka kulinarna? ;-)

Świeżymi listkami estragonu warto aromatyzować ocet, dodać do majonezu, musztardy i masła. A jak ktoś chce dodać „wykwintności” pospolitej zupie ogórkowej, to proponuję posypać posiekanym estragonem. Nawet powszednia jajecznica, czy zwykłe jaka na twardo, z dodatkiem świeżego estragonu zyskają nowy charakter. A teraz zdradzam głęboko skrywany sekret dworków szlacheckich – dodatek świeżych liści estragonu do kiszonej kapusty nada jej pysznego aromatu, a jeśli nie pożałujemy estragonu do kiszonych ogórków, to zachowają swą chrupkość i jędrność przez długi czas.

 ogórki, kiszone ogórki,

 

czwartek, 04 września 2014

Bylica boże drzewko (Artemisia abrotanum).

Bylice, to grupa moich ulubionych ziół przyprawowych. Obecnie zupełnie są zapomniane, a smaczne, zdrowe i co ważne dostępne dosłownie na każdym kroku. Żal patrzeć ile tego dobra rośnie na łąkach, nieużytkach i każdy je omija w zupełnej nieświadomości. Skierujmy nasze oczy na bylice. To staropolskie zioła, nasze rodzime. Smaczne i lecznicze!

bylica boże drzewko

Bylica boże drzewko –ta akurat pochodzi z cieplejszych rejonów Europy, niemniej w Polsce można ją z powodzeniem uprawiać, gdyż dobrze znosi nasz klimat. Swoją nazwę "boże drzewko" zyskała nieprzypadkowo. W wiekach średnich była darem Boga – wierzono, że leczy przypadłości... dosłownie wszystkie!

Częścią bylicy szczególnie bogatą w substancje czynne (garbniki, olejki lotne, flawonoidy) są szczyty pędów zebrane w początkowym okresie kwitnienia. Pamiętajmy jednak, że dla celów kulinarnych doskonale nadają się świeże, zielone listki, które wydzielają delikatny, cytrynowy zapach. Bylica boże drzewko jest skutecznym lekiem na niestrawność, na problemy z pęcherzykiem żółciowym i na wrzody żołądka. A zewnętrznie stosowało się napar z bylicy do leczenia ropiejących ran i zakażeń bakteryjnych gardła.

bylica boże drzewko

Napar z bylicy sporządza się w proporcji: 15-30 g suszonej bylicy na 1 litr wody. Pić należy 2-3 razy dziennie, niezbyt wiele – bo po pół szklanki.

Natomiast jako przyprawa – nie trzeba sobie żałować. Świeże, drobno pokrojone listki są wspaniałym dodatkiem do napojów chłodzących, sałatek i mój konik – do nalewek. A suszonym zielem nacieramy ryby, mięso, a także zmorę i małych i tych „dużych” dzieci – duszone jarzyny. Ziele to z powodzeniem zastępuje tak popularną obecnie, orientalną trawę cytrynową. Warto sprawdzić!

Bylice, to grupa moich ulubionych ziół przyprawowych. Obecnie zupełnie są zapomniane, a smaczne, zdrowe i co ważne dostępne dosłownie na każdym kroku. Żal patrzeć ile tego dobra rośnie na łąkach, nieużytkach i każdy je omija w zupełnej nieświadomości. Skierujmy nasze oczy na bylice. To staropolskie zioła, nasze rodzime. Smaczne i lecznicze!

wtorek, 02 września 2014

Biedrzeniec mniejszy (Pimpinella saxifraga). ⌂

To bardzo „skromny” przedstawiciel rodziny baldaszkowatych, gdyż osiąga wielkość zaledwie do 50 cm, podczas gdy taki barszcz Sosnowskiego urośnie nawet i na 4 metry!  Jednak biedrzeniec skromny jest wyłącznie co do postury, gdyż inne przymioty ma prawdziwie okazałe. Począwszy od faktu, że jego uprawa jest całkowicie bezproblemowa – dobrze sobie radzi w każdych warunkach, a skończywszy na jego wartościach odżywczych i zdrowotnych.

biedrzeniec mniejszy Pimpinella saxifraga

Szczególnie młode liście biedrzeńca spożywa się jako wartościowe warzywo wiosenne. Ale w niewielkich ilościach! Bo jego silny, korzenny aromat i pikantny smak może przyćmić inne składniki potrawy. Soczyste liście biedrzeńca mniejszego siekamy drobno i łączymy z twarożkiem, dodajemy do sałatek, posypujemy zupy i „podkręcamy” nimi smak sosów.

biedrzeniec mniejszy Pimpinella saxifraga twarożek

Kto zaś ma problemy z nerkami lub z trawieniem, powinien raczej spróbować korzenia, bo tam jest znacznie więcej substancji biologicznie czynnych, szczególnie pobudzających widzialnie soku żołądkowego, a ponadto o działaniu moczopędnym  i przeciwzapalnym.

biedrzeniec mniejszy Pimpinella saxifraga

środa, 27 sierpnia 2014

Bazylia wonna (Ocimum basilicum). ⌂

 Ojczyzną bazylii jest tropikalny obszar Azji południowo-zachodniej. Rośnie tam na glebach próchniczych i zasobnych w wodę. Dlatego bazylia lubi wilgoć i wspaniale rozwija się w uprawach hydroponicznych. Chociaż ziółko to przywędrowało do nas z ciepłych krajów i raczej nie spotkamy go w stanie dzikim, to jednak z uwagi na jego popularność, smak, aromat i właściwości prozdrowotne, nie może go zabraknąć w naszym spisie.

Już sama nazwa łacińska sugeruje, że mamy do czynienia z niezwykłą rośliną: basilicum – to znaczy królewski. Z łaciny do języka polskiego zapożyczyliśmy jedynie brzmienie nazwy – stąd bazylia. Ale na przykład dla Niemców czy Francuzów jest to bez wątpienia ziele królewskie: Herbe Royal, Königskraut, itd.

Pierwsze wzmianki o stosowaniu bazylii pochodzą z Indii. I to ze źródła doprawdy niezwykłego, jakim są indyjskie „księgi objawione” Wedy.  Bazylia opisywana jest w nich jako roślina boska, niemalże święta. Cały Daleki Wschód zachwycał się tą rośliną: Arabowie, Hebrajczycy, Grecy. Ciekawą ewolucję przeszła bazylia w Starożytnym Rzymie: otóż najpierw uchodziła za symbol… nienawiści! Za to potem Rzymianie zrehabilitowali ją z nawiązką, uznając bazylię za „mały cud świata”.

Cóż takiego jest w tym ziółku, że zrobiło zawrotną karierę w „najwyższych sferach”?

Poza tym, że jest doskonałą przyprawą, wiele pisze się o jej właściwościach regulujących trawienie i pobudzających wydzielanie soku żołądkowego. Ale chyba mało kto wie, że według źródeł historycznych, bazylia ma działanie rozweselające! Czyli miłe Panie i mili Panowie – na stres i depresję – proponuję herbatkę z bazylii. Podobno regularne picie tego ziółka może wprowadzić nas w długotrwały, pogodny nastrój.

A o świeżą bazylię nie jest trudno. W całej Europie, również w Polsce uprawia się tę jednoroczną, miododajną bazylię wonną. Ostatnio także dostępne są jej „orientalne” odmiany, jak: bazylia cytrynowa i cynamonowa. Szczególnie polecam taką uprawę prowadzić w domu, gdyż cała roślina wydziela silny, bardzo przyjemny zapach. Osoby, którym zależy na uzyskaniu niewielkiej, zwartej roślinki, powinny spróbować uprawy bazylii greckiej, o mniejszych listkach i tworzącej gęsty „krzaczek”. Jej przeciwieństwem jest bardzo praktyczna jest  odmiana „sałatowa”. Jak sama nazwa wskazuje, uprawiając ją możemy dochować się wielkich, soczystych liści.

bazylia

Bazylia pojawiła się u nas już w XVI wieku. Najpierw uprawiana w przyklasztornych ogrodach służyła władcom do poprawy humoru i pszczołom do zbierania pożytku. Z czasem zupełnie zapomniana, a współcześnie przeżywająca prawdziwy renesans. Tym bardziej, że jej uprawa domowa jest bardzo prosta. Liście zrywamy w miarę potrzeb. A im częściej zrywamy… tym intensywniej nasze ziółko się rozrasta!

Świeże i suszone liście bazylii są niezastąpioną przyprawą do zup i sałatek. A w szczególności do pomidorów. Proponuję naszą tradycyjną, domową zupę pomidorową posypać świeżymi listkami bazylii – różnica wprost nie do opisania. Trzeba samemu spróbować.

Poza pomidorami bazylia świetnie podkreśla i „podkręca” smak sałaty, gotowanej marchewki i fasolki szparagowej i zupy fasolowej. A jeśli mamy pod ręką świeże liście, to nie skąpmy ich do zupy jarzynowej i rosołu. Bazylia świetnie współgra z tymiankiem, rozmarynem i szałwią. A gdy przygotowujemy sos do mięsa, to można śmiało zmieszać ją z czosnkiem i oregano.

Herbata na stres: 10g suszonej bazylii zalać szklanką wrzątku. Zaparzać pod przykryciem, aby nie ulotnił się olejek zapachowy, przez 10 minut. Odcedzić i pić po posiłkach. Dla smaku i „na rozgrzewkę" można dodać łyżkę miodu. Gwarantowany nie tylko lepszy nastrój, ale i zdrowe trawienie. ;-)

bazylia

Sos Pesto – wersja „mocno czosnkowa”: do malaksera dodać: garść świeżych liści bazylii (wraz z cienkimi łodyżkami), 4-6 ząbków czosnku, 3-4 łyżki orzechów włoskich ( w oryginale – orzeszków piniowych), szczyptę majeranku, sól, płaską łyżeczkę masła. Podczas ucierania stopniowo dodawać oliwę z oliwek lub dowolny polski olej o neutralnym smaku. Smak sosu najlepiej „podkręcić” startym parmezanem. Wtedy będzie wspaniale smakował z makaronem spaghetti. Bez parmezanu może wzbogacić smak wieprzowej pieczeni.

bazylia pesto

czwartek, 13 lutego 2014

Kiedyś dzieci uwielbiały smak arcydzięgiela, gdyż z młodych ogonków liściowych sporządzano konfituryanżelika”, którymi potem dzieci zajadały się z apetytem, a cukiernicy używali do ozdoby tortów. Wykonanie takiej konfitury jest proste: wystarczy młodziutkie pędy umyć, oczyścić, przekroić wzdłuż, potem wszerz - do pożądanej długości i obsmażyć w cukrze. Właściwy stopień wysmażenia łodyżki osiągną wówczas, gdy zrobią się lekko szkliste. Takie skarby pakujemy do małych słoiczków i trzymamy na szczególne uroczystości. Albo po prostu, jemy wtedy, gdy dopadnie nas zły nastrój…

arcydzięgiel litwor, anżelika, konfitury

A teraz coś dla na prawdę „mocnych głów” -  nalewka arcydzięgielówka. Do tej pory pozostaje niewyjaśnioną tajemnicą, jak to się dzieje, że ziółko to ma moc wzmacniania właściwości alkoholu. To nieprawdopodobne, ale działanie takiej nalewki jest dosłownie piorunujące. Nie ma mocnych, już nawet mały kieliszek najtęższym głowom potrafi nieźle zamieszać: dosłownie zwalić z nóg i odebrać mowę! A jak zrobić ten specyfik? Świeżo wykopany korzeń umyć, pokroić i zalać czystym spirytusem na tydzień. Potem przecedzić i dodać garść zmiażdżonych owoców jałowca. Po niecałym miesiącu zlać, ewentualnie dosłodzić, nieco rozcieńczyć i dalej czekać. A po kilku miesiącach… dawkować chyba raczej na kropelki niż kieliszki… ;-)

Jako, że arcydzięgiel to ziółko raczej historyczne, to i w historycznych księgach warto poszukać o nim wiadomości. I tak sama Pani Ćwierczakiewiczowa poleca gospodyniom domowym samodzielny wyrób szlachetnego likierubenedyktynka”. Jego twórcą jest sam ojciec Bernard Vicelli z opactwa benedyktynów w Fècamp we Fracji, żyjący w pierwszej połowie XVI wieku. Tradycyjnie oryginalne likiery mają nalepki z napisem: D. O. M. co jest skrótem od Deo Optimo Maximo, a w tłumaczeniu na polski oznacza „Bogu Najwyższemu”. Niewątpliwie jest to wielce nieoczekiwana dedykacja jak na napój alkoholowy…

likier benedyktynka

A teraz do pracy: 10g korzenia arcydzięgiela, 15g korzenia tataraku, 15g mirry (lub nie), 15g kory cynamonu, 30g suszonych skórek pomarańczowych (pozbawionych białego miąższu), 3 sztuki małych, niedojrzałych, gorzkich pomarańczek, 8g aloesu, laska wanilii, 2g gałki muszkatołowej, 3g szafranu, 4g imbiru i tylko 4 goździki. Ufff. Najtrudniejsze jest skompletowanie tego wszystkiego. Całość moczyć przez 3 dni w spirytusie (pół kwarty, czyli w przeliczeniu na nasze - . Odcedzić i zmieszać z syropem z cukru (45 dkg cukru na kwaterkę gorącej wody i to wszystko razy pięć). Odstawić tym razem na pół roku. Po czym zlać do butelek, zakorkować i… Bogu Najwyższemu na Chwałę!

Oto druga wersja likieru benedyktynka: 25g świeżo wykopanych korzeni arcydzięgiela oczyścić i pokroić w drobną kostkę, dodać skórkę z 5 pomarańczy, 4 strąki kardamonu, kawałek kory cynamonowej – wszystko zalać litrem spirytusu rozcieńczonego 2 szklankami wody. Odstawić na miesiąc, poczym zlać, wyciskając dokładnie „esencję” z korzeni. Przygotować syrop z 75g cukru i zmieszać z nastawem. Zapomnieć na kilka miesięcy lub dłużej, a potem nie pozostaje już nic innego, jak delektować się… 

A teraz przepis na wyrafinowaną konfiturę z arcydzięgiela. Chociaż przyznaję się, że sama stosuję wersję mocno uproszczoną. Ale zgodnie ze wszystkimi kanonami sztuki kulinarnej należy: młodziutkie pędy arcydzięgiela umyć, pokrajać na ukośne kawałki i zalać osoloną, wrzącą wodą (pół litra wody + 10 dkg soli). Następnego dnia wodę wylać, z łodyg zdjąć skórkę i wypłukać  je dokładnie (łodygi, nie skórki). Poczym przygotować gęsty syrop dodając 1kg cukru do 3/4 szklanki wody.  Usmażyć syrop „do nitki”, po czym wrzucić do niego łodygi. Po około 20 minutach przerwać smażenie. A na drugi, trzeci i czwarty dzień znowu smażymy nasze łodygi, aż staną się przejrzyste. Przechowywać można w tym samym syropie (na mokro) lub odsączyć, posypać cukrem pudrem i wysuszyć. Pamiętajmy, aby łodygi arcydzięgiela przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku – aby nie uleciał ich niezwykły aromat.

arcydzięgiel litwor, anżelika, konfitury

Wyznam po dobroci, że sama robię te konfitury znacznie szybciej – po prostu smażę nieprzerwanie w ciągu jednego dnia, aż do skutku, czyli stanu, który subiektywnie uważam za właściwy. I wystarczy…



czwartek, 06 lutego 2014

Arcydzięgiel litwor (Archangelica officinalis).

Już sama nazwa brzmi niezwykle dostojnie. Roślinie także nie brak dostojeństwa – bywa nawet na dwa metry! Równie okazałe ma liście, a kwiaty tworzą prawdziwe baldachy. Bywa, że mają aż 50 cm średnicy. A jaki wydzielają zapach… Nic dziwnego, że kwiaty dosłownie oblepione są owadami z najbliższej okolicy. Bardzo ważna, praktyczna uwaga: nasiona arcydzięgielu są niestety nietrwałe. Bardzo szybko tracą zdolność kiełkowania. Może się zdarzyć, że z nasion dwuletnich mało które wykiełkuje. Dlatego właśnie polecam najpierw siać więcej, a później wybrane sadzonki przenieść do ogródka. Acha! Nie zapomnijmy jesienią zebrać nasion! 

arcydzięgiel litwor, zioła,

Arcydzięgiel w dawnych czasach otaczano powszechną czcią i szacunkiem. Jego łacińska nazwa – Archangelica, pochodzi od samego archanioła Gabriela. Według legendy to ten archanioł osobiście uratował ludzi przed zarazą, gdyż poinstruował strapionego lekarza, iż doskonałym środkiem zapobiegającym chorobie jest żucie korzenia arcydzięgiela. I rzeczywiście, chociaż kulinarnie używamy niemal całej rośliny, bo i ogonki liściowe i młode pędy kwiatowe, to właśnie w korzeniach skoncentrowane są jej właściwości lecznicze. Korzenie zbiera się jesienią drugiego roku wegetacji, myje, dokładnie czyści, kroi i suszy. A potem… potem używa do wszystkiego. Średniowieczny lek o nazwie „teriak” lub jak mówiono w Polsce - "driakiew", który jakoby był dobry na wszystko, a co więcej chronił przed zdradzieckimi otruciami , właśnie powstawał na bazie korzeni arcydzięgiela. A świeży korzeń zawieszony na szyi „frasunek odpędza i serce wesołym czyni”. Czyli miłe Panie i Panowie – arcydziegiel noś!

średniowiecze, leczenie, lekarz, wieki średnie,

Żarty żartami, jednak faktem jest iż substancje wyekstrahowane z korzenia arcydzięgiela mają właściwości podobne do waleriany – uspokajające. A ponadto działają przeciwskurczowo i pobudzają wydzielanie soków żołądkowych. Czyli pomagają i na żołądek i głowę. Cóż za praktyczne połączenie!

 Z dawnych czasów pamiętam mieszankę ziołową z Nervosol, dzisiaj już chyba trudno dostępną. Dlatego proponuję samodzielnie przyrządzić wino arcydzięgielowe. Za prof. Janem Muszyńskim przytaczam recepturę: 50g korzenia arcydzięgiela, 20g korzenia arniki i 1 litr białego wina. Całość macerować przez tydzień, poczym zagotować, pozostawić do ostygnięcia, przecedzić i… pić po kieliszku przed jedzeniem. Winko łagodzi zaburzenia trawienne, wzdęcia i poprawia nastrój. Jak to dobre winko... :-)

Dla abstynentów i dzieci proponuję wersję bez wina, czyli po prostu odwar z korzeni arcydzięgiela. Pół łyżki drobno pokrojonych korzeni, zagotować w szklance wody. Pozostawić do wystygnięcia, przecedzić i pić 2-3 razu dziennie po 1 łyżce. Przed jedzeniem – na poprawę apetytu, a po jedzeniu – na poprawę trawienia.

herbata ziołowa, napar ziołowy

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Biedrzeniec anyż (Pimpinella anisum).

biedrzeniec anyż, zioło, przyprawa

Przedstawiciel bogatej rodziny baldaszkowatych. Nazwa ta wzięła się od charakterystycznego pokroju kwiatów, tworzących coś na kształt baldachimu – a że małych rozmiarów, to nie baldachim tylko baldaszek. ;-)

biedrzeniec anyż, kwiat biedrzeńca, baldach

Biedrzeniec anyż jest stosunkowo drobną, delikatną roślinką. Ale niech to nas nie zmyli: uważa się, że jest to jedna z najstarszych przypraw używanych przez ludzi! Przywędrowała do nas ze świata starożytnego, z upalnego, słonecznego Egiptu, Syrii, Cypru. Starożytni lekarze greccy poświęcili leczniczym właściwościom anyżu nie jeden dokument. Owoce anyżu, niegdyś bardzo powszechne, obecnie stały się przyprawą niemal zupełnie zapomnianą. Czy ktoś jeszcze pamięta smak ciasteczek „anyżków”. Chyba od całkowitego zapomnienia uratowali anyż wielbiciele nalewek, którzy nie są w stanie wyrzec się słodkiej anyżówki. Zresztą nie tylko my. Narodowym napojem Greków jest ouzo, a tureckie wieczory nie obędą się bez raki. One wszystkie swój niepowtarzalny smak i aromat zawdzięczają właśnie anyżowi. Tymczasem zastosowanie anyżu może być wszechstronne, począwszy od słodkości: ciast, pierników, keksów, precli, poprzez kompoty z gruszek i śliwek, a na sałatach i wszelkiego rodzaju sosach skończywszy.

Spożywając anyż, jak w przypadku każdego zioła łączymy przyjemne ze zdrowym. Olejki eteryczne zawarte w anyżu działają wykrztuśnie, przyspieszają pracę jelit oraz pobudzają pracę gruczołów wydzielniczych. Dlatego w medycynie ludowej, kobiety karmiące częstowało się naparem ze zgniecionych owoców anyżu, dla poprawy laktacji. Również napary z anyżu i rumianku do dzisiaj daje się do picia niemowlętom, dla regulacji procesów trawienia.

Napój anyżowy: łyżkę rozgniecionych owoców anyżu zalać wrzątkiem. Zaparzać 15 minut, odcedzić, można posłodzić miodem i… pić ze smakiem.

Nalewkaanyżówka”: pół szklanki nasion anyżu, kawałek kory cynamonu, kilka goździków i ewentualnie skrojoną żółtą część ze skórki cytryny zalać 40% czystą wódką lub rozcieńczonym spirytusem. Pozostawić w cieple na co najmniej miesiąc, mieszając od czasu do czasu. Potem nalewkę zlać, doprawić oszczędnie cukrem i znowu czekać… im dłużej tym lepiej. Na koniec, dla dodania mocy, można zmieszać ze spirytusem. Na zdrowie!

nalewka, biedrzeniec anyż

Ciasteczkaanyżki” – przepis na bogato! Proporcje: 4 jajka + 25 dkg cukru + 25 dkg mąki + łyżeczka zmielonego anyżku. Jajka ubić lub zmiksować z cukrem na sztywną masę. Dodać przesianą mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia i co najważniejsze – z łyżeczką drobno zmielonego, przesianego anyżku i dokładnie wymieszać ciasto. Najwygodniej jest nakładać je na blachę wyłożoną papierem do pieczenia za pomocą szprycy. Natomiast jeśli ciasto wyjdzie nam dość twarde, to lepiej je rozwałkować i za pomocą kieliszka wykrawać drobne, okrągłe ciasteczka. Wierzchu niczym się nie smaruje – i tak wyjdzie ładny! Piec w piekarniku nagrzanym do 175°C (z termoobiegiem) przez około 20 minut. Zapach, jaki rozniesie się w domu podczas pieczenia – niezapomniany. A i uśmiech gości raczących się naszymi anyżkami podczas herbatki – bezcenny. Nie ma lepszego remedium na stres i depresję!

anyżki, ciasteczka anyżowe, biedrzeniec anyż

sobota, 25 stycznia 2014

Polskie zioła przyprawowe.

Natura polska nie poskąpiła nam obfitości ziół aromatycznych. O wielu z nich dawniej opowiadano legendy, przypisując im wręcz cudowne właściwości. Co ciekawe, współczesna nauka co prawda obdarła te zioła z tajemnic, jednak w wielu przypadkach potwierdziła ich zbawienne działanie na nasz organizm. Wiele z nich zostało niemal zupełnie zapomnianych. A szkoda. gdyż zioła z naszego klimatu są szczególnie delikatne dla zbolałego żołądka, a przede wszystkim zawierają bogactwo substancji leczniczych. Kolejne wpisy poświęcę ziołom zarówno tym popularnym, jak i zapomnianym, a wartym "wskrzeszenia". Gdyż naprawdę warto znowu zaprosić do naszej kuchni wszędobylskie bylice, dekoracyjnego ogórecznika, czy choćby pachnącą macierzankę.

łąka, zioła, dzika łąka, kwietna łąka, ogród wiejski

Najczęściej stosujemy zioła w postaci suszu. Jednak osobiście zachęcam do ich samodzielnej uprawy, tak aby zawsze pod ręką były świeże, soczyste i aromatyczne. Jakże wspaniale urozmaicają wtedy jedzenie! Mogą być oryginalną ozdobą talerza. A na dodatek ułatwiają trawienie i wzmacniają nasz organizm. Warto zaprosić je do domu, tym bardziej, że ich domowa uprawa nie jest szczególnie skomplikowana. Oczywiście nie wszystkie da się hodować w doniczce czy w systemie hydroponicznym. Przecież takie „ziółko” jak arcydzięgiel litwor potrafi osiągnąć 1,5 metra wysokości.

arcydzięgiel litwor, zioła,

Jednak warto przyjrzeć się i tym ziołom, które możemy uprawiać w domu, jak i tym, które do wzrostu wymagają dużo przestrzeni. Tym bardziej, że zafascynowani przyprawami egzotycznymi, o wielu z nich zdążyliśmy zapomnieć. Stopniowo poznając bogactwo ziołowe Polski, możemy być zaskoczeni mnogością ziół przyprawowych rosnących dziko, „na swobodzie”.  Dostępnych wręcz na wyciągnięcie ręki. Cudze chwalicie, swego nie znacie…

zioła, ziołowy ogród, herbarium, zioła przyprawowe, przyprawy

piątek, 24 stycznia 2014

Rzeżucha – dobra na katar i... na wszystko.

O właściwościach zdrowotnych rzeżuchy słyszał chyba już każdy. To prawdziwa bomba witaminowa i zarazem… jedyne, skuteczne lekarstwo na katar! A jeszcze lepiej, gdy spożywamy ją profilaktycznie, zanim jeszcze złapie nas przeziębienie. Wtedy mamy duże szanse wystrzec się choroby.

Uprawa rzeżuchy jest banalna: wystarczy na wilgotnej ligninie bądź wacie rozłożyć cienką warstwę nasion, regularnie podlewać i po już tygodniu lub dwóch przystąpić do konsumpcji. Niebanalny jest natomiast zapach kiełkującej rzeżuchy, który potrafi roznieść się po całym domu. Nawet użycie specjalnych kiełkownic nie pomaga. Jedynym sposobem jest uprawa większych roślin w ziemi lub hydroponice.

Rzeżucha dobra jest dla zdrowia i urody! A to dzięki zawartości siarki, bez której włos na głowie nie urośnie… Szczodry dodatek witaminy A ochroni natomiast naszą cerę przed wypryskami. Czyli jedząc rzeżuchę będziemy zawsze piękne i zdrowe! ;-)

rzeżucha cuckoo flower

Koperkowe łany…

Aromat koperku zawsze kojarzy mi się z wiosną. Któż nie pamięta smaku i zapachu młodych ziemniaczków posypanych koperkiem! Niestety w doniczkach dość trudno dochować się dorodnego koperku. Jakimś wyjściem są uprawy hydroponiczne lub mrożenie świeżego koperku. Chociaż szok, jaki przeżyją domownicy otwierając pudełko z lodami, pełne zielonej natki koperku… może być kolosalny!

Młody koperek, to ziółko wybitnie zasadotwórcze, pełne żelaza, magnezu, wapnia i siarki. Również witaminy C ma więcej od cytryny. Warto obficie dodawać go nie tylko do gotowanych ziemniaków, ale i do fasoli, mizerii, jajek faszerowanych, sałatek. Zwykły omlet jajeczny posypany koperkiem uzyska bogatszy smak, nie mówiąc już o twarożku. Łączmy smaczne z pożytecznym!

koperek dill zioła

czwartek, 23 stycznia 2014

Kuchenny ogródek.

Szczęśliwi posiadacze działek mogą w sezonie zaopatrywać się w samodzielnie uprawiane zioła. Zwyczajowo utarło się, że zimą ograniczamy się do spożywania ziół suszonych. Pomimo coraz powszechniejszego dostępu do świeżych, krojonych sałat, czy ziół przemysłowo pędzonych w doniczkach – wiele osób traktuje je nieufnie. No cóż, faktem jest, że producenci stosują w nich chemię, czyli nie tylko nawozy, ale także środki zapobiegające chorobom roślin i zabijające szkodniki. W uprawach wielkotowarowych jeden zmarnowany zbiór może oznaczać nawet bankructwo producenta. Na to nikt nie może sobie pozwolić. Dlatego, prawdę mówiąc, mam duże wątpliwości, czy takie pędzone ziółka i sałaty powinno się dawać dzieciom albo kobietom w ciąży? 

Jeśli ktoś chce się przez cały rok zdrowo dożywiać i eliminować ze swojej diety sztuczne związki chemiczne, to zdany jest na własną pracę. Wiem co jem, tylko wtedy gdy wyhoduję to samodzielnie. Dodatkowo, mieszkaniowa uprawa ziół i warzyw,  może być wspaniałym hobby, sposobem na odpoczynek po zabieganym dniu. A jaka satysfakcja! Każdy i co jeszcze ważniejsze – o każdej porze roku, może w mieszkaniu, w kuchni, wyhodować prawdziwie zdrowe i jakże potrzebne organizmowi świeże zioła i warzywa liściaste. Warto w domu uprawiać nieco „zielenin”, aby mieć je zawsze pod ręką, kiedy przygotowujemy posiłki.

zioła w kuchni domowa uprawa

Co uprawiać w domu?

Jaka matka, taka natka…

Bardzo łatwo, w domu można dochować się natki pietruszki. Wystarczy, że jesienią w dość wysokiej doniczce, zakopiemy kilka korzeni pietruszki. Oczywiście zielonym do góry! ;-) Natka będzie stale odrastała, w miarę jak będziemy zużywać ją do posiłków. Z równym powodzeniem można wysiać specjalnie spreparowane (podkiełkowane) nasiona przeznaczone do domowych systemów hydroponicznych. Gorący rosół ze świeżą natką pietruszki, podany w mroźny, zimowy dzień potrafi rozgrzać i postawić na nogi największego zmarzlaka. A z doświadczenia wiem, że nie ma lepszego lekarstwa na grypę – jak właśnie taki esencjonalny rosołek. Przetestowane na mnie i na dziecku! Świeża pietruszka doskonale komponuje się z wszelkimi sałatkami, pastami kanapkowymi, polecam jako dodatek do kotletów mielonych. Co ważne, świeża natka pietruszki zawiera ponad dwa razy więcej witaminy C (177 mg%) niż cytryna (70mg%).  Zawiera sporo żelaza, dlatego polecana jest przy anemiach i osłabieniu. Ponadto potas, wapń i witaminy. Ale to nie wszystko! Najcenniejszym skarbem pietruszki jest olejek eteryczny, który wpływa zbawiennie na procesy trawienia. A więc mili Państwo – po pietruszkę marsz!

pietruszka szczypiorek kuchnia

Szczypiorkowa trawka.

Do ziół, które najprościej jest „dochować się” w domu, bez wątpienia należy szczypiorek. Wystarczy do doniczki z ziemią lub gąbeczek w systemie hydroponicznym, posadzić kilkanaście cebulek siedmiolatki. Już po dwóch - trzech tygodniach można cieszyć się pierwszym plonem. Niestety wobec braku słońca, nasz szczypiorek może być cienki i słaby – taka delikatna trawka. Ale to w niczym nie umniejsza jego walorów smakowych i zdrowotnych. Do Gotowe do kupienia „serki ze szczypiorkiem” nawet nie umywają się do twarożku z dodatkiem takiego świeżego szczypiorku! A jajecznica! Mniam.

Kto nie ma dostępu do cebulek siedmiolatki może zamiast nich posadzić w ziemi zwykłe cebule. Wtedy uzyska gruby, dorodny szczypior. Równie zdrowy, zielony dodatek do jedzenia. Smacznego…



środa, 22 stycznia 2014

Jemy w biegu – byle jak i często – byle co: fast foody. Ratujemy się w pracy gotowymi zestawami obiadowymi, które niestety przygotowywane przemysłowo są „wzbogacane” w środki chemiczne, które gwarantują dłuższe zachowanie świeżości, piękny wygląd, czy po prostu szybsze gotowanie. Przyjmuje się, że współcześnie każdy produkt żywnościowy zawiera średnio prawie 4 różne substancje chemiczne. Wystarczy choćby wspomnieć o masowo dodawanej sodzie oczyszczonej, która co prawda, na pierwszy rzut oka szkodliwa nie jest, ale spożywana często przyczynia się do powstania problemów z trawieniem, wzdęć, ogólnie złego samopoczucia, itp.

Niestety niewiele osób zdaje sobie sprawę, że wszelkie polepszacze smaku z powodzeniem można zastąpić ziołami. Kuchnia bez ziół jest agresywna dla żołądka za sprawą glutaminianu sodu i innych „polepszaczy” smaku i po prostu przesolona. Smutnym przykładem jest większość wyrobów szynko-podobnych. Konia z rzędem temu, kto jest w stanie odróżnić smak jednej szynki od drugiej! Nasze wędliny bez naturalnych przypraw stały się nudne, mdłe, monotonne i nie wzbudzają apetytu. Dobrze przyprawiona kiełbasa, czy na przykład taka karkówka, miło pachnie i powoduje, że ślinka sama napływa do ust. A warto pamiętać, że dzięki ziołom nie tylko zjemy ze smakiem nasze dania, ale także je łatwiej szybciej strawimy.

karkówka z grilla karkóweczka grill

Jemy zioła!

Najlepiej – na surowo! Większość ziół przyprawowych możemy po prostu posiekać i dodać do sałatek, kanapek, zupy, itd. Nic nie smakuje lepiej jak sałatka ze świeżą bazylią, estragonem, lubczykiem czy miętą. A przy okazji spożywając zioła właśnie w ten sposób najwięcej korzystamy z ich dobroczynnych właściwości. Pamiętajmy najzdrowiej i najsmaczniej to – na świeżo i surowo. W tej urozmaiconej wersji nawet zwykły szczaw (odmiana czerwonoliściowa, tzw. krwisty), liście nasturcji i sałaty listkowej polane sosem z bazylii nadają naszej potrawie prawdziwie wykwintny charakter.

zioła w kuchni

Ale również "przaśna" sałatka z jajek, podana na sałacie kruchej i rukoli z dodatkiem liści mniszka lekarskiego, zachwyci każde podniebienie. Szczególnie na wiosnę, kiedy organizm wręcz spragniony jest świeżej zieleniny.

sałatka z jajek z ziołami, sałatka jajeczna, zioła, mniszek

Zresztą coraz więcej ludzi przekonuje się, że nie ma nic lepszego, jak dodatek właśnie takich soczystych, pachnących liści do codziennej diety. A, że nie każdy może cieszyć się ogrodem, to „parapetowe” uprawy warzyw przeżywają obecnie swój rozkwit popularności. 

Nic dziwnego, bo wystarczy raz zakosztować smaku herbaty zaparzonej ze świeżej melisy, aby odstawić suszone zioła. A czy cokolwiek jest w stanie zastąpić liść mięty w koktajlu Mohito?

koktail Mohito mięta mint

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Polska jest bogata w rodzime zioła przyprawowe! Przyprawy importowane, takie jak: pieprz, gałka muszkatołowa, kurkuma, imbir, goździki, itp., na dobrą sprawę mogłyby stanowić tylko skromny dodatek do arsenału kuchennego, a nie być jego podstawą jak obecnie. Tym bardziej, że nasze żołądki i jelita, zmordowane codzienną walką z chemią, stają się drażliwe. Wtedy często okazuje się , że musimy całkowicie z naszej diety wyeliminować np. wszystkie ostre przyprawy, albo dla własnego zdrowia zrezygnować z soli. Co wtedy pozostaje? Właśnie polskie zioła!

suszone polskie zioła

W tabeli przedstawiam najpopularniejsze i sprawdzone (!) propozycje – co można dodać zamiast soli:

marchew

majeranek, rozmaryn, szałwia

fasola

majeranek, cebula, natka pietruszki, szałwia

ziemniaki

majeranek, cebula, natka pietruszki, szałwia, zielony koperek

cukinia, kabaczek

majeranek, rozmaryn, szałwia

dynia

cebula, mięta, szałwia

pomidory

bazylia, zielony koperek, majeranek, cebula, oregano, natka pietruszki

wołowina

majeranek, cebula, szałwia, tymianek, czosnek

jagnięcina

czosnek, rozmaryn, mięta, cząber

wieprzowina

czosnek, cebula, szałwia, oregano, cząber

cielęcina

majeranek, oregano

drób

majeranek, oregano, papryka, rozmaryn, szałwia, estragon, tymianek

ryby

Zielony koperek, gorczyca, natka pietruszki

Wiele ziół przyprawowych znakomicie zastępuje niedobór soli. Dzięki umiejętnemu zastosowaniu innych, nasz obiad lub choćby tylko kanapka, zyska nową, bogatszą duszę. Pole do popisu ogranicza tylko nasza wyobraźnia i… dostępność tych ziółek. Gorąco zachęcam do samodzielnych eksperymentów. Niech tworzenie potraw będzie jak pisanie poematu – warto pełną garścią czerpać z tego, co daje nam polska natura.

polskie zioła świeże zioła zioła w kuchni

sobota, 17 sierpnia 2013

Idę se, patrzę se… a tu tygrys siedzi se!

 

 tygrzyk paskowany

No dobrze, przyznaję: nie tygrys tylko tygrzyk. Ale wygląd ma równie spektakularny. Czarno – żółte paski na odwłoku – i to jakim odwłoku! Miał ponad 2,5 cm długości. Sam odwłok! A odnóża jeszcze dłuuuuuższe… No trzeba przyznać, że po prostu monstrum! Co najlepiej widać, od "brzucha" strony:

 tygrzyk paskowany pająk

Skąd taki wielkolud się u mnie wziął? Ano okazuje się, że z daleka – z samego południa Europy. Dorosłe tygrzyki nie przeżywają naszej zimy. Ewentualnie szanse na przetrwanie mają tylko kokony z jajeczkami. Swoją drogą, zawsze chciałam mieszkać w cieplejszym kraju, ale się nie składa. A tymczasem to mieszkańcy tych krajów przenoszą się do nas. Jak? Jako maluchy na pajęczynce, z wiatrem... Czyli: jak nie góra do Mahometa, to Mahomet do góry.

Tygrzyka łatwo rozpoznać i równie prosto poznać jego pajęczynę. Tylko pomyśleć jaki ze mnie specjalista: rozpoznaję gatunek pająka po jego pajęczynie! Otóż tygrzyki na swojej sieci tworzą charakterystyczny, zygzakowaty pasek– tzw. stabilimentum.

tygrzyk paskowany stabilimentum - zygzakowaty pasek na sieci

Ogłaszam konkurs na wyjaśnienie po co tygrzykowi ta struktura? Zajęte już są następujące propozycje:

  1. Stabilimentum służy do wzmocnienia sieci, a tygrzyki polują na grubą zdobycz. Ich przysmakiem są wszelkie „szarańczaki”, czyli nasze poczciwe koniki polne.
  2. Zygzak pomaga pająkowi stać się „niewidzialnym” dla drapieżników. A warto pamiętać, że tygrzyk jest spokojnym pajączkiem. Aby przetrwać wykształcił dwie strategie: ukryj się lub uciekaj. Wbrew pozorom, to nie jest „pająk bojowy”.
  3. Zgrubienie na delikatnej sieci informuje ptaki o jej istnieniu i przez to zapobiega zniszczeniu.
  4. A dzięki najnowszej technologii zauważono, że element ten odbija promieniowanie ultrafioletowe, a więc może działać jako wabik na owady. I coś w tym musi być, bo ile tych owadów musiał zjeść mój tygrzyk, żeby się aż tak upaść!

Demaskując najintymniejszy sekret mojego tygrzyka, muszę dodać, że jest to nie tygrzyk… tylko tygrzyca.  Tak samiczka! I aby się o tym przekonać, wcale nie trzeba pająkowi zaglądać w… no… tam:

 tygrzyk paskowany

Otóż samce tygrzyka dorastają raptem do 4-6mm. (Nie metrów!) Jak przy takiej dysproporcji (i apetycie wybranki) samczyk radzi sobie z zalotami? Ano, Panowie musze was ostrzec – jemu to dopiero jest trudno! Często zanim dojdzie do jakiegokolwiek bliższego kontaktu, samczyk tygrzyka staję się przekąską samiczki. Zresztą koniec mają zawsze ten sam: również ci szczęśliwcy, którym udało się umieścić swoje bulbusy w otworach płciowych samicy, potem służą za posiłek. Hmmm Aż tak było źle?

Ach, jeszcze jedna ważna rzecz! Pająki są niezwykle pożyteczne, a mimo to budzą u nas odrazę i strach. Czy jest się czego bać? Nie ma co ukrywać, ukąszenie tygrzyka jest bolesne. Oczywiście nie śmiertelne, ale bolesne. Ukąszone miejsce swędzi, „kłuje”, czerwienieje, puchnie. I może się to utrzymywać nawet przez kilka dni, czy nawet tygodni. A jak ktoś ma pecha, to może nastąpić punktowa martwica tkanek. Ale bez obaw, to nie jest duża zmiana! Natomiast „dla obrony” tygrzyka trzeba też szczerze dodać, że jest to pająk wyjątkowo spokojny. Gryzie wyłącznie w sytuacji, którą identyfikuje jako bezpośrednie zagrożenie życia. Najczęściej gdy „przygnieciemy” go jakąś częścią swojego ciała. A nerwowy nie jest wcale, o czym można się przekonać, głaszcząc jego odwłok. Serio! To chyba jedyny polski pająk, który da się pogłaskać. I jest go po czym pogłaskać…

tygrzyk paskowany

 

wtorek, 13 sierpnia 2013

Przysłowia mądrością narodów! Podobno z grochem sprawdza się powiedzenie, że "kto sieje w marcu ten zbiera w garncu, a kto sieje w maju, ten zbiera w jaju". Do tej skarbnicy wiedzy mogę dołożyć jeszcze kolejne spostrzeżenie: kto sieje w kwietniu... temu zjedzą robaki! A konkretnie - pachówka strąkóweczka. I po grochu... tak całkiem.

Dlatego właśnie warto groch siać jak najwcześniej, aby zdążył dojrzeć jeszcze przed oblotem szkodników i złożeniem jaj. Oczywiście można też opryskiwać, ale ja chciałam tak zdrowo i ekologicznie... A tymczasem wyszło NIC. Wnioski na przyszłość: albo sieję na początku marca, albo wcale. Bo do oprysków nie mam zamiaru kupować sprzętu. I już.

Na własne usprawiedliwienie dodam, że w tym roku przez cały marzec, na działce miałam półmetrową warstwę śniegu. Trudno byłoby w nim siać. Dlatego wszystkie działkowe uprawy były w tym roku drastycznie opóźnione. Czego niestety nie można powiedzieć o szkodnikach. Tym zegar biologiczny się nie opóźnił!

Ale nie mogę narzekać na strączkowe, bo tymczasem bób udał się znakomicie. Pomna wcześniejszych doświadczeń siałam go bezpośrednio do ziemi, nie bawiąc się we wcześniejsze podkiełkowywanie czy robienie rozsady. Co ważne: zwykle zaleca się bób siać w jednym rządku, jako roślinę osłonową dla innych upraw. Tymczasem obserwuję, że w tych pojedynczych rzędach bób rośnie słabo. Zawiązuje zdecydowanie więcej strąków, gdy przebywa we własnym towarzystwie. Zgodnie z powiedzeniem: "w kupie siła"! Dlatego polecam siać go w co najmniej dwóch rządkach. A o pożytkach płynących ze spożywania bobu, rozpisywać się nie będę. Bo dla mnie wystarczy jedno: bób zawiera fosfor, skąd wypływa moja niezachwiana wiara, że "kto je bób, ten jest mądry". Czego i sobie, i Tobie czytelniku życzę...

niedziela, 12 maja 2013

Miałam nie zapeszyć i oczywiście - zapeszyłam! Wielkie plany pracy na weekend poszły się...

Zimno wszędzie, mokro wszędzie, nic nie rosło i nic nie będzie. Przynajmniej z kapustnych: nadal gnieżdżą się w skrzynkach na balkonie. No, przynajmniej nie zaatakuje ich bielinek. A już na działce latają na zwiady gęsto. 

Wobec braku możliwości pracy fizycznej, zajęłam się dzisiaj stroną "koncepcyjną" zagospodarowania działki. Czyli co przy czym powinno rosnąć,a co czemu szkodzi. Obstawiłam się książkami i... wymiękłam, kiedy znalazłam w nich wręcz wykluczające się informacje. Czyli dochodzę do wniosku, że nie ma co przesadzać i ograniczyłam się do najbardziej znanych, tradycyjnych połączeń: marchew + cebula, ogórek i groch + koper, pietruszka + cebula, pomidory + cebula, bób + kalarepa, dynia + kukurydza, fasola tyczna + cukinia (?), papryka - forever alone, a dalej się zobaczy... Bo jeszcze mam "wynalazki": okrę, arbuza (a co, podobno klimat nam się ociepla!), miechunkę, kiwano.

Tak się zimą rozpędziłam z zakupem nasion, że obecnie aby posiać z każdego rodzaju chociaż po 1 rządku, powinnam zlikwidować kawał trawnika. No cóż, mała strata, tylko - kiedy? Samych dyń mam kilka rodzajów: makaronowa do zapiekanek, piżmowa na zupę, uchiki kuri - do pieczenia i trzy nowe: potimaron, bezłupinowa, gigant. A jeszcze cukinie i patisony.

I jak teraz "na cito" jeszcze tę ziemię nawieźć? Hmmm no cóż, do odważnych świat należy, spróbuję - jakoś... Byle tylko znowu było ciepło, bo na mrozie nie pracuję!

Słońce wróć!

 

piątek, 10 maja 2013

Przez ponad 6 (sześć!) miesięcy na działce leżała gruba warstwa śniegu. Dlatego jak stopniał przed kilkoma tygodniami, to pracy było tyle, że nie miałam głowy do robienia zdjęć i dodawania nowych wpisów.

A tymczasem gwoli podsumowania:

- szczepki ziół od których zaczęłam bloga, pięknie się przyjęły, rozrosły, a po przeniesieniu ich do mieszkania, zimą zostały porażone przez przędziorki. Cześć ich pamięci...

- przedłużająca się zima spowodowała, że większość rozsady warzyw: sałata, kapusta, kalarepa, brokuł, cebula, por - dłuuugo rosła w domu. Było im za ciepło i za ciemno. Są słabe i wybiegnięte. Szczególnie licha jest sałata. A w ubiegłym roku miałam jej tak dużo...

 - heliotrop i rezeda mają rewelacyjny zapach i w tym roku ponownie je będę uprawiać, już zresztą mam małe sadzonki. Siane własnoręcznie!

Do tej pory na działce wysiałam:

- bób, wreszcie pamiętałam, żeby posiać go w redlinach. W miarę wzrostu, będę podsypywać krzaczki. Pomna ubiegłorocznych doświadczeń, gdy zbyt długo trzymając na zagonku włókninę niemal go zagotowałam, tym razem przykryłam go najcieńszą włókniną (wiosenną, 17 g) i zdjęłam jak tylko rośliny pojawiły się nad ziemią.

- groch, trochę za późno, bo jak mówi przysłowie: kto sieje w marcu, ten zbiera w garncu, kto sieje w maju ten zbiera w... jaju. Wysiałam w kwietniu i całkiem poważnie obawiam się, że znowu zaatakują go szkodniki (pachówka strąkóweczka) i będzie robaczywy.

- marchew i pietruszkę - nic nie widać. Hmmm, może trzeba będzie powtórzyć sianie?

- rzodkiewkę, znowu jest jej za ciepło i sucho - pchełki ziemne już zacierają łapki/stópki czy jakiekolwiek odnóża i ostrzą swoje zęby. Jak znam życie, to znowu rzodkiewki nie pojem. A podobno to najłatwiejsze warzywo w uprawie. No nie wiem!

- posadziłam dymkę, jakaś czerwona odmiana cebuli. Zobaczymy... szczypior już na z 15 cm.

- dzisiaj posiałam fasolę szparagową i przykryłam podwójną warstwą włókniny - aby przeżyła przymrozki ogrodników i zimnej Zośki.

- a jutro jak nie będzie padać posadzę kapustne. Oby nie zapeszyć!

 

 

poniedziałek, 07 stycznia 2013

Środek zimy – wreszcie spadł śnieg! A tymczasem przypomniałam sobie o korzeniach brukwi – które, traktowane „po macoszemu”, przechowywane w piwnicy, o dziwo! – wyglądają jak świeże!! No, prawie. ;)

 

Z tą brukwią, to całkiem niepotrzebnie obchodziłam się jak z „francuskim pieskiem”. Najpierw siałam na rozsadniku, a do gruntu wsadziłam flance. Podobno można siać bezpośrednio… No cóż, w najbliższym sezonie sprawdzę, czy się uda. Niewątpliwie pasuje do naszego klimatu, bo pochodzi gdzieś z Rosji lub Skandynawii. Tam dobrze rośnie, to u nas tym bardziej. Efekty na zdjęciu. Wyrosła wielka jak buraki pastewne! Przyznaję za skruchą, że za późno wykopałam. Najsmaczniejsza jest podobno wielkości piłeczki tenisowej. Na szczęście miąższ zachowała jędrny i niezdrewniały.

 brukiew nadmorska

Dlaczego brukiew? Bo naczytałam się, jaka ona zdrowa i pożywna, i historyczna, i w ogóle. Ma właściwości moczopędne, przeciwkaszlowe, przeczyszczające, ble ble ble. Czyli kolejne warzywo zapewniające nam nieśmiertelność. Ale uwaga – nadmiar może prowadzić do niedoczynności tarczycy, bo zawiera substancje hamujące transport jodu. Ale konia z rzędem i mieszek złota, temu, kto dałby radę tyle zjeść brukwi…

 

Kiedyś jedzenie brukwi dotyczyło wyłącznie najbiedniejszych. Hmmm, kryzys w pełni, jak tak dalej pójdzie, to okaże się, że w Polsce brukiew będzie ”na czasie”. Już lepiej żeby pozostała ciekawostką kulinarną i sposobem na urozmaicenie menu.

 

Co dla mnie ważne: brukiew jest niskokaloryczna i sycąca. Co z niej gotowałam:

  1. Zupę warzywną: do wywaru z mięsa dodałam pokrojoną w kostkę brukiew. Jadalne, ale nic nadzwyczajnego.
  2. Purée: brukiew pokrojoną w kawałki, ugotowałam w wodzie, osoliłam, dodałam masła i utłukłam. OK – zachowuje specyficzny smak brukwi. Ale w tej postaci jest dla mnie zdecydowanie najodpowiedniejsza.

I oczywiście brukiew na surowo – jednak do takiego jedzenia nadają się faktycznie mniejsze korzenie. Smak, hmmm, lekko pikantny, coś jak głąb kapuściany… Ale jadalne!

 

środa, 19 grudnia 2012

Osobiście raczej wolałabym go nazwać – królem niespełnionych nadziei. Już nie pamiętam ile krzaków, tych wymuskanych, wypielęgnowanych, z zapalającymi się pomidorami… - nagle poraziła zaraza ziemniaczana! I po pomidorach! Zupełnie! Tak jak w tym wierszu: „już był w ogródku, już witał się z gąską…” - już  czuł smak pomidora, już robił sałatkę, a tymczasem nici!

 

Stąd moje doświadczenie jest takie: przy uprawie pomidora są dwie możliwości:

- albo pryskamy „chemią” i mamy dorodne owoce,

- albo nie pryskamy… i jeżeli chcemy mieć jakiekolwiek owoce, to wybieramy odmiany odporne.

Mój pewniak – to pomidor koktajlowy Koralik. Ten chyba nawet wojnę atomowa przetrwa! Dobry smak, plenny, a wady – no cóż – jak to pomidor koktajlowy – ma małe owoce. A jeżeli ktoś na dodatek ma zwyczaj obierania pomidorów ze skórki (tak jak ja), to wrrrr…

pomidor koralik

Z odmian „wielkoowocowych” warte polecenia są: Stupice (konia z rzędem i mieszek złota, temu kto zdobędzie nasiona), Henryka F1 i Atut. Oczywiście jest tez wiele innych odmian, każdy może znaleźć coś co mu bardziej odpowiada.

Wybór nawet tych „najodporniejszych” odmian niestety nie gwarantuje zdrowych zbiorów. Osobiście stosuję kilka naturalnych metod:

  1. W momencie sadzenia pod korzenie pomidorów dodaję wyciśnięta garść rozmoczonego chleba. Chleb lekko zakwasza glebę, co zapewnia krzakom pomidorów dobre pobieranie wapnia i w ten sposób zapobiega powstawaniu suchej zgnilizny.
  2. Niektórzy dodają pod korzenie także skórkę od banana, gdyż jest ona źródłem potasu, a ten pierwiastek jest niezbędny do dojrzewania pomidorów.
  3. Przy lekkiej glebie lub deszczowym lecie pomidorom grozi niedobór magnezu, warto wtedy opryskać krzaki 0,5% siarczanem magnezu (gorzka sól w aptece).
  4. A jako sposób zapobiegania chorobom grzybowym i zarazie ziemniaczanej stosuję opryski:

-  wyciągiem lub naparem z czosnku, wierząc w jego właściwości przeciwgrzybicze;

- jednodniowym nastawem ze świeżej pokrzywy, zawarty w nim kwas mrówkowy niszczy mszyce;

- gnojówką z pokrzyw, według „mądrości ludowej” wzmacnia rośliny;

- i UWAGA! – rozcieńczonym mlekiem. Poważnie, mleko tworzy na powierzchni roślin kwaśną „błonkę”, która zapobiega wnikaniu bakterii, czy osiadaniu grzybów.

Czy to działa? Działa pod jednym warunkiem – opryski trzeba robić regularnie przynajmniej raz na tydzień. Ano właśnie… i tu jest problem.

A jednak warto, bo widok i smak wyhodowanych przez siebie pomidorów – jest bezcenny! 

pomidor koralik

 

czwartek, 06 grudnia 2012

Zaczęło się niewinnie – jak zwykle w horrorach – od rachitycznych siewek, z których przetrwało dosłownie kilka. Przetrwało, podrosło – to przesadziłam do ziemi. Pierwszego roku – wyrosło kilka długich cienkich łodyżek – aż żal mi było zbierać do jedzenia!

 

Za to drugiego roku wyrósł… dosłownie busz!

bylica estragon, draganek

Krzaczory wysokości dorosłego człowieka! Które co najgorsze podjęły zmasowana inwazję na otaczające terytoria. Ponieważ rozrastały się w zastraszającym tempie, to podjęłam decyzję o totalnej eksterminacji. Typowe narzędzia masowej zagłady: łopata, widły, nawet sekator nie dawały rady! Ale sobie narobiłam pracy! Chyba dlatego druga nazwa estragonu, to bylica głupich – bo tylko głupi ją sieją.

bylica estragon, draganek, bylica głupich

Chociaż teraz, gdy emocje opadły, a ból pleców dawno minął to z pewną przyjemnością wspominam to ziele: na wiosnę wyrastało jako jedno z pierwszych i używałam go wtedy jako dodatek do sałatek, twarożku. Może jeszcze raz dać mu szanse w innym miejscu…

 

czwartek, 29 listopada 2012

Miechunka peruwiańska, jej bardziej atrakcyjna nazwa – to jagoda inkaska – zaraz brzmi ciekawiej i jakby tajemniczo! Jest to roślina ozdobna i jakże miło - również jadalna. Ale uwaga, żeby nie pomylić z miechunką rozdętą. Dawniej był to bardzo popularny kwiat ozdobny (ta rozdęta), podobny z wyglądu do peruwiańskiej, a jednak nie jest jadalny. Pamiętam zasuszone badylki z czerwonymi „lampionami” które ciągle mi się kruszyły. Hmm, może to przez nie mam awersję do zasuszonych kwiatów… Tylko się kurzą…

 miechunka rozdęta

 

Ale wracamy do miechunki peruwiańskiej.
Roślina jak sama nazwa wskazuje ciepłolubna. Dlatego uprawiałam ją z sadzonek i trzymałam na parapecie okiennym. Wysadziłam ją do ogrodu dopiero po wszelkich spodziewanych i niespodziewanych przymrozkach. Rosła na słabej ziemi, a mimo to dochowałam się okazałych krzaków. Które rosły, rosły… no i wreszcie… zakwitły!

 miechunka peruwiańska, jagoda inkaska, rodzynek brazylijski

Zakwitły, przekwitły i pojawiły się owoce. Ponieważ w mądrych książkach jest napisane, żeby samemu nie zrywać, bo jak trzymają się krzaka, to znaczy, że jeszcze niedojrzałe, to grzecznie czekałam. Czekałam i zbierałam pojedyncze „kapelusiki”. A w środku - owoc wielkości wyrośniętej porzeczki. Ale było jedzenia! ;)

 miechunka peruwiańska, rodzynek brazylijaski, jagoda inkaska

Zauważyłam, że „obrany” owoc bardzo szybko schnie. Dlatego moja rada „doświadczonego ogrodnika” brzmi – przechowujemy owoce miechunki w jego naturalnych „torebeczkach” i obieramy bezpośrednio przed jedzeniem.

A smak… hmm, lekko kwaskowy. Raczej nadaje się do mieszanek, jako dodatek, a nie jako danie główne.

Na szczęście,  jagody podobno są bardzo zdrowe: wykazują działanie przeciwzapalne, są doskonałym źródłem beta karotenu, witaminy A i C, niacyny i fosforu. Posiadają także bardzo dużą zawartość protein. Pestki jagód wykazują delikatne właściwości oczyszczające, dlatego ich spożywanie zalecane jest osobom cierpiącym na schorzenia jelit i układu wydalniczego. No, jeszcze nie cierpię… Jagody inkaskie charakteryzuje także wysokie stężenie bioflawonoidów, czyli jakby miały działanie przeciwnowotworowe. Liczne badania wykazały, że podnoszą one kondycję naczyń włosowatych, uszczelniają i wzmacniają ściany naczyń krwionośnych, zapobiegają krwawieniom, poprawiają przepływ krwi w naczyniach wieńcowych, są pomocne w leczeniu miażdżycy, działają przeciwalergicznie, przeciwgrzybicznie, przeciwnowotworowo i przeciwwrzodowo. Aż się sama dziwię: co warzywo – to skarbnica zdrowia. Tyle już ich zjadłam, że chyba powinnam być nieśmiertelna!

 miechunka peruwiańska, jagoda inkaska, rodzynek brazylijski

Plany na przyszły rok: chociaż miechunka peruwiańska nie zachwyciła mnie smakiem, to powtórzę uprawę. Przede wszystkim z uwagi na walory dekoracyjne. Warto!

 
1 , 2 , 3